Ta wierzba nieraz zatrzymywała mnie przy sobie. Jest w niej coś niezwykłego — coś, co przyciąga moją uwagę, choć trudno to ubrać w słowa. Stoi samotnie pośród innych drzew w Parku Skaryszewskim, jakby ktoś celowo postawił ją tam, nad brzegiem stawu, niczym rzeźbę. Nie jest okazała — raczej niewielka jak na wierzbę — a jednak ma w sobie to „coś”, co sprawia, że od lat nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Zawsze na nią zerkam — czy to spacerując, czy przejeżdżając rowerem.
Maj był zimny, wietrzny i ponury. Szukając kadrów do obrazu, trafiałam na tak zwaną „brzydką” pogodę. Ale może właśnie ona porusza najgłębiej? Ten moment, kiedy nadchodzi wiatr, niebo gęstnieje od ciężkich, szarych chmur, gałęzie zaczynają wirować, a w oddali słychać grzmoty.
To chwila pogodowej niepewności, sprowokowała mnie do tworzenia. Nie z potrzeby upiększania świata, ale z potrzeby uchwycenia surowej, prawdziwej autentyczności.
W tym obrazie skupiłam się na polskiej zmiennej pogodzie oraz uchwyceniu ruchu. Przede wszystkim ruchu — tak, by patrząc na obraz, można było niemal poczuć powiew wiatru, chłodny drobny deszcz i przypomnieć sobie zapach nadchodzącej burzy.